Samobójcza misja podczas katastrofy w Czarnobylu

Wieczorem 2 maja 1986 roku, sześć dni po ogromnym wybuchu, który zniszczył elektrownię jądrową imienia Lenina w Czarnobylu, podjęto decyzję o wykonaniu samobójczej misji. Potrzebnych było trzech ochotników.

Trzy osoby uratowały setki tysięcy istnień

Arytmetyka była prosta. Los trzech mężczyzn musi zostać poświęcony, aby uratować setki tysięcy, jeśli nie miliony mężczyzn, kobiet i dzieci. Kryzys w reaktorze jądrowym osiągnął nowy poziom.

W ciągu kilku dni rosyjskie śmigłowce wojskowe przelatywały nad odsłoniętym reaktorem, którego dach został totalnie zniszczony. Z wnętrza emitowane były katastrofalne dawki promieniowania.

Pod nimi znajdowało się 2.500 ton rozpalonego radioaktywnego węgla, który z każdą godziną, wysyłał coraz więcej zanieczyszczeń do atmosfery. Uszkodzony reaktor zapadał się, a to groziło zawaleniem pomieszczeń zalanych wodą. Radzieccy fizycy obliczyli, że można spodziewać się eksplozji jądrowej, która skazi teren o powierzchni 200 kilometrów kwadratowych i zanieczyści wodę używaną przez 30 milionów ludzi, czyniąc cały obszar północnej Ukrainy nienadającym się do zamieszkania przez kolejne 100 lat.

Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że to będzie “samobójcza misja”

Samobójcza misja podczas katastrofy w Czarnobylu
Opustoszałe miasto Prypeć, w którym niegdyś żyli pracownicy elektrowni wraz z rodzinami.

Grupa trzech mężczyzn musiała przepłynąć zalane komory w piwnicach i dostać się do zasuwy. Następnie odkręcić zawór i uwolnić nagromadzoną wodę. Była to „misja samobójcza„. Było pewne, że ci, którzy zgłoszą się wykonania zadania, stracą życie po kilku dniach.

Do momentu katastrofy, personel w elektrowni był przekonany o pełnym bezpieczeństwie energetyki jądrowej. Wszak dotąd nie było żadnego wypadku w Związku Radzieckim. W rzeczywistości było aż 14 różnych incydentów, z których wszystkie zostały zatuszowane w obawie przed utratą reputacji na arenie międzynarodowej.

Dzisiaj wiemy, że katastrofa, która rozpoczęła się we wczesnych godzinach porannych 26 kwietnia, była spowodowana przez nieumiejętnie przeprowadzone testy, które doprowadziły do skoków napięcia. W ciągu pierwszych kilku minut po wybuchu liczniki Geigera w centralnej dyspozytorni utknęły na wyniku 3.6, co oznaczało względnie bezpieczny odczyt. Liczniki zostały jednak skonstruowane w taki sposób, że maksymalny poziom, jaki wskazywały wynosił właśnie 3.6. Rzeczywisty poziom promieniowania liczył 15.000.

Od pierwszych godzin pracownicy wykazywali się niebywałym heroizmem

Samobójcza misja podczas katastrofy w Czarnobylu
Samochód opuszczający teren katastrofy poddawany procedurze czyszczenia.

Już pierwszej nocy pracownicy przejawiali pierwsze akty heroizmu. Alexander Akimov, szef jednostki, i Leonid Toptunov, technik, błędnie uznali, że przepływ wody do reaktora został zablokowany przez zamknięty zawór. Utorowali sobie drogę do miejsca, z którego pompowali wodę z powrotem do reaktora. W ten sposób spędzili godziny, zanurzeni do pasa w radioaktywnej wodzie. Obaj zmarli w męczarniach. Świadkowie opowiadali, że kiedy leżący w szpitalu Akimov próbował wstać z łóżka, skóra spadła mu z nogi jak skarpeta.

Pierwsi na miejscu tragedii byli strażacy elektrowni. Choć donoszono później, że byli świadomi niebezpieczeństw, jeden z nich powiedział: „Pamiętam jak żartowałem do innych: Będziemy mieli szczęście, jeżeli jutro rano wciąż będziemy żywi.”

Przez pięć godzin gasili płomienie na dachu hali turbin, byli pod tak silnym wpływem promieniowania, że jak sami mówili: ”Czuliśmy mrowienie na całej twarzy”.

Szóstego dnia, kiedy władze radzieckie poszukiwały trzech mężczyzn do zabójczej misji, wszyscy byli świadomi ryzyka. Według Grigorija Miedwiediewa, autora książki “Prawda o Czarnobylu”, grupa żołnierzy, została poinformowana możliwych konsekwencjach dla kraju, jeżeli zawory nie zostaną otwarte, a woda wylana. Oczywiście była też mowa o pieniądzach. Żołnierze wiedzieli, że szanse na przeżycie są bardzo niskie. Zapewniono ich jednak, że ich rodziny będą sowicie wynagrodzone.

Ołowiane trumny zamknięte na kłódkę

Samobójcza misja podczas katastrofy w Czarnobylu

Do misji zgłosiło się trzech ochotników: Alexei Ananenko, inżynier, który znał położenie zaworów i dwóch żołnierzy, Valeri Bezpalov i Borys Baranov. Trójka udała się na miejsce zdarzenia i weszła do radioaktywnej wody w zalanej komorze. Cała trójka wróciła na powierzchnię, cierpiąc na poważne zatrucie promieniowaniem. Byli jednak bardzo zadowoleni. Ich koledzy skakali z radości na wieść, że zawory zostały otwarte. W ciągu następnego dnia 20.000 ton radioaktywnej wody zostało wypompowane, a kolejny raport ujawnił, że gdyby to nie zostało zrobione, mielibyśmy do czynienia z kolejnym, dużo większym wybuchem. Osoby, które zginęły w Czarnobylu, zostały pochowane w ołowianych trumnach zamkniętych na kłódkę. Miało to zapewnić ochronę przed promieniowaniem wydobywającym się z ciał złożonych w ziemi.


Jeżeli chcesz być na bieżąco, polub fanpage Pomijane Wiadomości na Facebooku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here