29 maja 2026

Miliardowy zakład Pfizera. Gigant stawia na chińskie innowacje onkologiczne w umowie z Innovent

Zachodni gracze farmaceutyczni coraz śmielej sięgają po zasoby chińskiego sektora biotechnologicznego, a najnowszy ruch Pfizera jest tego doskonałym dowodem. Amerykański gigant kładzie na stół 650 milionów dolarów opłaty początkowej, wchodząc w szeroko zakrojoną współpracę z firmą Innovent. Gra toczy się o wczesne etapy badań nad nowoczesnymi lekami onkologicznymi, a całkowita wartość tego porozumienia, uwzględniając kolejne kamienie milowe związane z rozwojem, regulacjami i komercjalizacją, może dobić do zawrotnych 9,85 miliarda dolarów.

Stawką w tej umowie jest potężny portfel dwunastu preparatów przeciwnotworowych. Jak wynika z komunikatów obu spółek, w grę wchodzą przede wszystkim koniugaty przeciwciało-lek (ADC) z innowacyjnymi ładunkami cytotoksycznymi oraz przeciwciała multispecyficzne o unikalnych właściwościach angażujących układ odpornościowy. Podział ról w tym przedsięwzięciu jest pragmatyczny i oparty na kompetencjach obu stron. Pfizer wnosi do sojuszu cztery własne programy odkrywcze, natomiast Innovent dokłada osiem aktywów znajdujących się już we wczesnej fazie rozwoju. Strategia opiera się na konkretnym założeniu – to Chińczycy mają za zadanie sprawnie przepchnąć te programy przez pierwszą fazę badań klinicznych, bazując na szybkości i elastyczności swojego lokalnego zaplecza badawczego. Kiedy ten etap zostanie zamknięty, globalne stery nad projektami przejmie Pfizer.

Sama architektura praw własności i podziału kosztów pokazuje, że nie mamy tu do czynienia z prostym przejęciem technologii. Z tuzina rozwijanych terapii, Pfizer uzyska wyłączną globalną licencję na cztery z nich, biorąc na siebie całkowity ciężar finansowania ich dalszych badań. W przypadku kolejnej czwórki Amerykanie zgarniają prawa na rynki poza Chinami, pokrywając przy tym lwią część wydatków rozwojowych. Pozostałe cztery projekty będą rozwijane wspólnie na całym świecie, co oznacza proporcjonalny podział kosztów i perspektywę wspólnej komercjalizacji tych leków na najbardziej lukratywnych rynkach, czyli w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Trudno nie zauważyć tu wyraźnego trendu w działaniach wielkiej farmy. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej bardzo podobny manewr wykonał Bristol Myers Squibb, dogadując się z Hengrui Pharma. Mechanizm był bliźniaczy: BMS włączył własne programy do sojuszu, licząc na to, że chiński partner szybko dociągnie je do końca pierwszej fazy. Tamta transakcja kosztowała BMS 600 milionów dolarów na start, z całkowitym potencjałem wycenianym nawet na 15,2 miliarda.

Obie te umowy to ewidentny sygnał, że zachodnie koncerny znalazły skuteczny sposób na lewarowanie chińskiej infrastruktury R&D. Chiny przestały być postrzegane wyłącznie jako gigantyczny rynek zbytu czy tania fabryka – stały się potężnym inkubatorem nowych cząsteczek. Szef Pfizera, Albert Bourla, podczas marcowej konferencji TD Cowen ujął to dość dosadnie. Stwierdził wtedy, że błyskawiczny wręcz awans Chin to dziś jedna z dwóch głównych sił, które całkowicie przemodelowują globalną branżę farmaceutyczną. Drugą jest rozwój sztucznej inteligencji. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, która z tych sił szybciej dostarczy pacjentom przełomowe terapie, a inwestorom oczekiwane zyski.